Każdy, kto spędził lato na pokładzie czarterowego jachty w Chorwacji, dobrze to zna: piękne, ale zatłoczone zatoczki, walka o miejsce na kotwiczenie, tłumy turystów i nieustanny zgiełk. Człowiek nie może powstrzymać się od myśli: „Gdzie się podziało to prawdziwe uczucie wolności, które powinno dawać żeglowanie po morzu?” W tym roku postanowiliśmy spróbować czegoś zupełnie innego – prywatnego rejsu na luksusowym jachcie Hanse 630, który zabrał nas z Panamy na rajskie archipelagi San Blas.
Rzeczywistość czarterowa w Chorwacji
W Chorwacji spędziłam już kilka wakacji na jachcie. Każdego roku miałam nadzieję, że tym razem będzie inaczej – że znajdziemy spokojną zatokę tylko dla siebie, romantyczne zachody słońca bez innych łodzi i plaże bez tłumów. Jednak rzeczywistość była często zupełnie inna.
Zatoki były przepełnione, łodzie kotwiczyły blisko siebie, czasami musieliśmy dosłownie „przebić się” do wolnego miejsca. Zamiast romantycznych wieczorów zakłócały nam spokój głośne imprezy na sąsiednich jachach, zamiast spokojnego nurkowania musieliśmy unikać lin kotwicznych. Człowiek miał wrażenie, że zamiast spokojnego rejsu przeżywa raczej ruch autostradowy na morzu.
Hanse 630 i San Blas – powrót do prawdziwej wolności
Dlatego postanowiłam spróbować czegoś zupełnie innego: rejsu na luksusowym jachcie Hanse 630 z Panamy na dziewicze wyspy San Blas. Już sam pomysł był inny. Łódź wynajmuje się tylko w całości, więc jest przeznaczona wyłącznie dla grupy przyjaciół lub rodziny. Żadnych obcych pasażerów, żadnych kompromisów. Oprócz naszej szóstki na pokładzie byli tylko kapitan i kucharka. Dzięki temu natychmiast zniknął problem zatłoczenia i obcych ludzi.
Wyspy San Blas – inny świat
Pierwsze wrażenie z San Blas było po prostu zapierające dech w piersiach. Gdy tylko łódź zbliżyła się do pierwszych wysp, zrozumiałam, że to zupełnie inny świat. Archipelag składa się z ponad 350 wysp, z których większość jest niezamieszkana. Żadnych marin, żadnych restauracji, żadnych zatłoczonych plaż. Tylko białe piaszczyste wysepki otoczone kokosowymi palmami i woda tak czysta, że z pokładu było widać dno.
Każda zatoka, którą odwiedziliśmy, była prawie zawsze tylko nasza. Nigdy nie musieliśmy walczyć o miejsce do zakotwiczenia, nigdy nie przeszkadzał nam hałas sąsiednich łodzi. Wieczorem słyszeliśmy tylko dźwięki natury, szum morza i wiatr w palmach. Gdy rano wstałam i wskoczyłam do krystalicznie czystej wody, czułam się jak odkrywczyni w dziewiczym raju.
Serwis, który mnie rozpieścił
W przeciwieństwie do chorwackich czarterów, gdzie wszystko przygotowywaliśmy sami i często brakowało nam miejsca, na Hanse 630 nie musieliśmy się o nic martwić. Kucharz przygotowywał dla nas pyszne posiłki – świeże owoce morza, egzotyczne owoce i wykwintne dania, o których na zwykłym czarterowym jachcie można tylko pomarzyć.
Kapitan zawsze był gotów doradzić, jakie miejsce odwiedzić, gdzie znajdziemy najpiękniejsze rafy koralowe lub dokąd popłynąć na desce. Mieliśmy do dyspozycji kajaki, sprzęt do nurkowania, wędki, a nawet motorówkę na wycieczki. Wszystko tylko dla nas – bez czekania i bez dzielenia się z obcymi.
Spotkanie z autentyczną kulturą
Jedną z największych różnic między zatłoczoną Chorwacją a San Blas jest autentyczność lokalnego życia. Chorwacja jest piękna, ale turystyka zmieniła wiele miejsc w atrakcje. Na San Blas wciąż mieszkają Indianie Kuna, którzy zachowali swoje tradycje, kulturę i dumę. Było wspaniale spotkać ludzi, którzy nie próbują sprzedawać turystom kolejnych pamiątek, lecz z pokorą i uśmiechem pokazują swój sposób życia.
Kiedy obserwowałam kobiety Kuna, które tworzyły tradycyjne tkaniny „mola”, czułam, jak ich spokojna siła i prostota życia mnie inspirują. To było coś zupełnie innego niż wszystko, czego doświadczyłam w Chorwacji.
Nie chcę już wracać inaczej
Po tygodniu spędzonym na Sailing Freedom między wyspami San Blas zrozumiałam, że prawdopodobnie nie będę już w stanie wrócić do klasycznego czarteru w Chorwacji. Rejs dał mi poczucie prawdziwej wolności, przestrzeni i autentycznego kontaktu z naturą, którego brakowało mi w zatłoczonych europejskich wodach.



